
Asyż.
************************
Perugia zaskoczyła mnie. Pomimo, że miasto jest, jak wiadomo, duże, jego bardzo apenińskie położenie na zielonych stokach oraz bogactwo historii i ciężar dostojnej architektury powodują, że doświadcza się tam włoskości w dobrym tego słowa znaczeniu, w pełnej krasie. Czyli najpierw trzeba się umęczyć, aby po kamiennych stopniach wspiąć się na poziom zabytkowych ulic śródmieścia, następnie kupując sery i cięte na plastry grubości kalki technicznej potężne włoskie szynki wdać się w rozmowę ze sprzedawcami, wychwalając wszystko, i smaki, i pogodę i życie. Potem poszukać słońca, tarasu z widokiem, wypić w ciszy kawę i znowu usiłować zatrzymać czas.
























W kontraście do wielkości Perugii jest malutkie Spello. Prześliczne, historyczne, prawie nieobecne.










Spello leży bardzo blisko Asyżu i to z pewnością on skrada całą uwagę. Tylko 13 km dzieli te dwie miejscowości, Spello kompletnie nieznane, Asyż, który od zawsze był obowiązkowym punktem objazdowych wycieczek po Włoszech. Na tyle popularnym i znanym, o którym wszystko już w przewodnikach napisano, więc nie staram się z tym konkurować.
Wystarczy jedynie zaznaczyć, że poza sezonem, na przełomie stycznia i lutego, spowity opustoszeniem Asyż jest zupełnie inny i bardzo, bardzo piękny. Duchowość nie tylko wyłania się tam wówczas z każdego brukowanego zaułka, ale zasnuwa różnokolorowością delikatnie niebo. Poczułam stan fantastycznego zawieszena, znowu trudno mi było wyjeżdżać. Losy Franciszka i Klary stawały mi przed oczami z dużą głębią intensywnego obrazu, wydawało mi się że uczestniczę w ich życiu i rozumiem co nim kieruje. Zdawało się, że umarli dopiero wczoraj, przed chwilą albo że żyją jeszcze. I że za chwilę z nimi gdzieś tutaj porozmawiam.









