
Gdzie rzeka rodzi się ze skały, a czas zatrzymał się wieki temu. Dlaczego Blagaj to najbardziej mistyczne miejsce w Bośni i Hercegowinie?
Niektóre cele podróży w realu okazują się być wielkim kłamstwem i rozczarowaniem. Wpadamy w pułapkę banału wyniesionego na szczyty atencji.
Często podbijaną Instagramem i cudzymi podkręconymi zdjęciami.
Na naszym blogu staram się pokazywać wyłącznie prawdę. Jeśli coś nas fascynuje, to jest to opisywane prawdziwą emocją, a to co widzimy własnymi oczami w sposób rzetelny przekazuję zdjęciami. Nadajemy materii życie we wspomnieniach, a przeżyciom podmiotowość.
A więc. Wyobrażenie w głowie, mapy w ręku, pies u boku, wyruszamy na poszukiwanie kolejnego skarbu. Kultury, natury, małej społeczności, która na jakiś czas zagościła w tym konkretnym miejscu. Pięknym i niemrocznym, aczkolwiek iskrzącym swoją tajemnicą. Fizycznie i w przenośni. Unikalny symbol spotkania mistyki islamu z dziką naturą Bałkanów.
Zaparkowaliśmy kampera na żwirowym, piekącym od upału placu. Jesteśmy w sercu Bośni i Hercegowiny. Od klasztoru, Blagaj Tekke dzielą nas już ostatnie metry. Jakieś 10 minut piechotą, płaską szeroką aleją, wzdłuż której mija się kramy z pamiątkami, rękodziełem i drobną gastronomią.
W Bośni, nawet jeśli gdzieś w miejsca piękne wkracza komercja, to jest ona jej naturalnym swojskim kulturowym dopełnieniem, a nie plastikiem, podróbą i chińskim koszmarem wciskania rzeczy szpetnych i nikomu nie potrzebnych.

Bokiem wije się niewielka rzeka Buna, dość płytka, przyjemnie szemrząca.

Za chwilę dochodzimy do cudu.

Tuż przed nim nasz pies staje jak wryty. Odczuwa jakąś podświadomą magiczną barierę, której nijak nie jest w stanie pokonać. Żadne próby łagodnej perswazji nie działają. Pies tylko jeszcze bardziej napina grzebień sierści na kręgosłupie i zaczyna się trząść. A to przecież przyjazny wszystkim i zawsze wszystko akceptujący labrador, którego normalnie nie sposób doprowadzić do negatywnych emocji. Cieszy sią nawet na widok weterynarza.
A tu ani kroku dalej.
A serce nam się wyrywa.
Dzielimy się, Jarek zostaje z psem na kawie, ja idę dalej, potem zamiana. Tej zagadki nigdy nie rozwiązaliśmy.
Klasztor w Blagaju (Blagaj Tekija) to XVI wieczny klasztor derwiszów w Bośni i Hercegowinie, choć pierwsze wzmianki pochodzą z X wieku. Przylega do pionowego, potężnego klifu, co wraz z obłędnie czystą szklistą wodą czyni to miejsce niezwykle spektakularnym i pełnym dynamicznych emocji.

To wywierzysko. Żródło rzeki Buna. Woda wypływa bezpośrednio z głębokiej jaskini skalnej, tworząc szmaragdową rzekę.

Klasztor. Starałam się dojść gdzieś w dostępnych źródłach fakty związane z historią powstania tego miejsca. Niestety nie znalazłam zbyt wiele. Zupełnie nie przeszkadzało mi to zatopić się w pięknie tego miejsca. Wszak derwisze to członkowie bardzo skromnego bractwa religijnego, prowadzący ascetyczne życie, czasem wędrowne. Słyną z modlitwy wyrażanej w wirującym tańcu. Nie zależy im zapewne na dotarciu do jak najszerszego grona odbiorców. Kontynuują swoje tradycje i praktyki duchowe w Turcji, na Bliskim Wschodzie oraz w innych częściach świata.

Sam klasztor – kilka skromnych pomieszczeń, właściwie pustych, można zwiedzić kupując bilety wstępu. Ale najlepszy widok i tak jest darmowy, z brzegu oraz z kładki naprzeciwko budynku.


Droga powrotna była dobrą okazją do odnalezienia ustronnego miejsca i wykąpania naszego psa w klarownych wodach Buni. Zrzucenia z niej niepotrzebnych wspomnień. Stary, porzucony sad. Dróżki jak w tajemniczym ogrodzie. Reset w piekielnie zimnej wodzie. Poczucie niepowtarzalności chwili. Tak cudownie wakacyjne.


Kawa po bośniacku powinna zasługiwać na oddzielny rozdział wszystkich przewodników. Parzona jest w małym miedzianym tygielku zwanym dżezva Sekretem sukcesu jest bardzo drobno mielona kawa, dosłownie w pył oraz właściwe jej zagotowanie. Podaje się ją zawsze na małej tacce razem z filiżanką i słodyczami rahat lokum. Bośniacka kawa stała się symbolem nie tylko Bośni I Hercegowiny, ale wg mnie całych Bałkanów. Kwintesencja czaru i smaku zebrana i umieszczona w małym naczyniu. Kupowaliśmy ją wszędzie, kiedy tylko była ku temu okazja.

Zabieramy wspomnienia, pakujemy je do kampera i ruszamy dalej. Niedaleko Blagaju jest Mostar.