
Czy słyszysz ten szum wody? Przejdź ze mną przez Stary Most do świata pełnego ciepłych barw i zapachów. Mostar wita Cię kolorem. Zobacz, jak ciepłe barwy orientu ożywiają kamienne uliczki tego niezwykłego miasta.

Kroki turystów dudnią po śliskich, wygładzonych przez wieki kocich łbach. Ja przemieszczam się cicho, dopiero przyjechaliśmy, idę na pierwszy spacer, powitanie miasta. Jeszcze nie jestem tu realnie, w głowie kołatają echa wspomnień z pobliskiego Blagaju. Jest ciepło, orientalnie, przed chwilą zaparkowaliśmy kampera na uroczym małym prywatnym parkingu tuż obok starego mostu.

Jarek pracuje, rozwikłuje przez telefon jakąś trudną sprawę, na pierwszy krótki spacer po mieście idę więc sama. Wstępne rozpoznanie.
Dochodzę do mostu mijając pierwsze kramy bośniackiego targowiska. Zewsząd patrzy na mnie orient, skóry, kaszmir, pamiątki, kawa. Oryginalna biżuteria.





Na moście spotykam ludzi czekających na skok. Bohater stoi przy balustradzie od zewnątrz, ale czeka aż widowisko zbierze odpowiednią ilość obserwatorów i kasy. Czekam chwilę razem z nimi. Patrzę w dół. Neretwa wydaje się bardzo daleko. To zupełnie inna przestrzeń niż na zdjęciach. Aczkolwiek równie szmaragdowozielona.
Obracam się, robię zdjęcia. Doceniam piękno kamiennego budulca mostu i to jak starannie go odbudowano. Dobrze, że ta straszna wojna nie odebrała wszystkiego. Nie odebrała pamięci, godności i poczucia sensu w przywracaniu starego porządku.
Kamienny łuk spinał brzegi rzeki przez 427 lat, łącząc ludzi różnych kultur i wyzwań. Aż pewnego dnia urósł do poziomu nieznośnego symbolu łączącego wschód z zachodem. Runął do Neretwy w bratobójczym szale wojny, w listopadzie 1993 roku.
W 2004 roku oddano do użytku wiernie zrekonstruowany Stary Most, wznosząc go z historycznych materiałów oraz tego, co dało się podnieść z gruzowiska w rzece.
Dziś znowu łączy brzegi.
Wracam do kampera po Jarka.
Wąskie uliczki pachną świeżo parzoną kawą i rozgrzanym południowym słońcem. Wróciło życie.

Teraz już nieśpieszne pozwalamy sobie na odkrywanie każdego kąta.
Kroki naturalnie prowadzą przez most w kierunku bazaru Kujundziluk. Zróżnicowani kulturowo turyści tworzą barwny tłum, który nawet nie przeszkadza. Dochodzimy do miejsca, z którego widok na most jest jeszcze bardziej kolorowy, bo nacechowany lokalnym folklorem.





To miasto ma w sobie magnetyczną siłę, która o zmierzchu zamienia się w czysty romantyzm. Pulsuje kolorami w ciepłych tonach słońca. Uwodzi zapachem pysznej kuchni, który wiedzie nas do restauracji. Siadamy na tarasie zawieszonym nad rzeką. Niewielki, nastrojowy taras sprawia wrażenie jak by most był na wyciągnięcie ręki.

Wieczór przeciąga się do późnych godzin.

Kamper zaparkowany na małym prywatnym parkingu daje niewyobrażalny komfort obcowania z pięknem tego miejsca także nocą. Zawieszony w konarach drzewa taras ze stolikiem i krzesełkami, a na nim, tylko my i jeszcze jedna rodzina turystów. Ciemność rozświetla jedynie srebrna poświata starego mostu odbijającego się od powierzchni uspokojonej rzeki.

Cisza i intymność. Poczucie wolności.