
Po tym wszystkim, co widzieliśmy i przeżyliśmy, Dubrownik tym razem stał się dla nas nudnym ogranym banałem, koszmarnie wypełnionym turystami.
Wielka szkoda, bo to naprawdę wspaniałe, historyczne, świetnie zachowane miasto. Ale i ono przegrywa z turystami, instagramową popularnością i szybkim randomowym podróżowaniem. Sami jesteśmy podróżnikami, więc nie powinnam się wypowiadać o innych negatywnie. Ale bardzo współczuję mieszkańcom Dubrownika i Chorwacji, że wraz z popularnością turystyczną zatracili coś tak bardzo cennego, jak nastrój nacechowany powolnym i dogłębnym odkrywaniem, wtapianiem się w kulturę i w historię.




Przeciskaliśmy się wąskimi ulicami w potoku innych ludzi. Pilnowaliśmy naszego psa, który z natury z wszystkimi wokół się natychmiast zaprzyjaźnia. Pilnowaliśmy, żeby inni nie odczuwali nadmiernie jego obecności, chodził więc na bardzo krótkiej smyczy, skołowany przebodźcowaniem i brakiem swobody. Szukaliśmy bardziej zacisznych zaułków lub uliczek wyprowadzających nas za mury, w stronę morza, aby trochę odetchnąć. Polewaliśmy psa wodą i mieliśmy ochotę także siebie.




Owoce, upięte w małe porcje, sprzedawane są w małych klimatyzowanych kawiarenkach po cenie złota. Wszędzie kolejki, wszędzie serwowane wraz z nimi zmęczenie. A to już wrzesień. Teoretycznie lekko poza sezonem.

Usiedliśmy na schodach w centrum i pijąc wodę oraz spożywając posiłek owocowy staraliśmy się odszukać w sobie to, co nas kiedyś w Dubrowniku zachwycało. Dać teraz temu znowu w sobie godną przestrzeń.

Wszak historia Dubrownika sięga VII wieku. Miasto rozwinęło się w potężną Republikę Raguzy, słynącą z dyplomacji i handlu, a dzisiaj jest słynnym zabytkiem z listy UNESCO w niepodległej Chorwacji.

Przez wiele wieków Dubrownik ugruntowywał swoją pozycję jako miasta niezależnego, silnego i wpływowego. Jego szczególne położenie geograficzne przyczyniło się do rozwoju handlu i tradycji morskich. Dubrownik, tak bardzo morski, a zarazem lądowy, zawsze uważany był za bezpieczną przystań osłoniętą przez otaczające go wyspy, ale również ceniony jako miejsce ścierania się ważnych szlaków handlowych i morskich.
Historyczne miasto otoczone murami wychodzi śmiało w morze jednocześnie się od niego ogradzając wysokimi kamiennymi ścianami. Wg mnie właśnie od strony wody wygląda najbardziej spektakularnie, pomimo zamknięcia, pamiętam to z naszych rejsów łodzią żaglową, kiedyś.
Nasz pierwszy pobyt w tym mieście zapisał się w mojej pamięci jako gorący wieczór i noc, wytarte przez wieki marmurowe chodniki, lśniące przy świetle księżyca jak błyszcząca stal. Pawie pusto w większości, wszyscy ludzie zgromadzeni na jednej z centralnych ulic, dźwięk werbli rozbijający się brzęczącym echem po starych kamiennych murach i ścianach kamienic. Historyczne stroje, rytm kroków wybijanych ciężkimi butami, jakiś fajny teatr uliczny. Zaraz za tym spontaniczny streetart, tańce, młodzież… tego wszystkiego już tam dzisiaj nie było. Rozpierzchło się, zostało tylko nieuchwytnym wspomnieniem, bez większego znaczenia.

Minęło kilka kwadransów. Wstaliśmy ze schodów, odpłynęły resztki wspomnień, wróciliśmy do kampera.


Odjechaliśmy.
Mieliśmy plan, aby drogę powrotną do Polski pokonać wzdłuż wybrzeża Chorwacji.
Po doświadczeniu w Dubrowniku zmieniliśmy plany. Wróciliśmy do Bośni. I tym będzie w kolejnym odcinku.