
W Los Angeles kończyliśmy naszą szaloną piękną wyprawę i oddawaliśmy kampera do wypożyczalni. Zanim to się jednak stało, spędziliśmy ostatnią cudowną noc w nim, na klifie, przy plaży w Malibu, na ostatnim kempingu jaki odwiedziliśmy w Ameryce. Po oddaniu kampera przesiedliśmy się jeszcze na kilka dni do wynajętej osobówki, aby – już bardziej stacjonarnie, hotelowo – dokładnie zwiedzić całe Los Angeles i Universal Studios.
No to cóż… czyli zaczynamy nasz ostatni odcinek!







Wybrzeże Pacyfiku. Silne fale uderzały o brzeg, zawijając rulony powodujące hałas. Plaża była wąska, piasek żółtobrunatny i żwirowy i u kogoś, kto tak jak my kocha i docenia bałtyckie plaże, mogący wywołać jedynie rozczarowanie. Ale nie pojechaliśmy tam, aby leżeć na piasku!



Udaliśmy się na długi, wielokilometrowy spacer plażą, z Malibu, w kierunku Los Angeles. Chwilami jednak to przejście nie było możliwe z powodu potężnych domów stojących na drewnianych palach nad samą wodą, zabierających publiczny dostęp do plaży, wówczas konieczne było przechodzenie na asfaltową drogę wzdłuż plaży, ale od strony wejść do tychże domów wakacyjnych. Jeden potężniejszy od drugiego, nie szokowały urodą, ale przysadzistością rozpierającą się w tym kiedyś naturalnym krajobrazie. Postawione blisko siebie, na odległość szpar dosłownie, przez które można było zerkać na fale i skały z oddali, mając poczucie ciasnoty w miejscu, którego atutem powinna być otwartość i przestrzeń.

Doszliśmy do miejsca, które nazywa się Malibu Lagoon State Beach i jest wydmowo – trawiastym rozlewiskiem potoku Malibu Creek w miejscu jego ujścia do oceanu. Zjedliśmy kolację w dobrej włoskiej restauracji i było to irracjonalne doznanie nie wiedząc, czy jesteśmy przez chwilę znowu w Europie czy dalej w Ameryce.


Kolejny dzień upłynął nam w Universal Studios i jego wszystkich atrakcjach. Czas spędzony tam to zawrót głowy! Wszyscy byliśmy pod ogromnym wrażeniem organizacji tej przestrzeni, powiązania z kulturą filmową Hollywood, autentycznością scenografii, zintegrowaniem tego z niesamowitą, iście amerykańską w rozmachu rozrywką!




Przeklinałam nasz wybór tylko w tym momencie, kiedy staliśmy w kolejce do zamku Harry’ego Pottera, nie wiedząc do końca „za czym kolejka ta stoi”, a czas się dłużył. Było nieznośnie gorąco i myślałam, że to kolejka do piekła.
Po długim nieznośnym czekaniu nie wiedząc do końca na co, czas nagle jak by na końcu przyśpieszył, kiedy kolejka ludzi przeciskała się przez komnaty zamku, a tam hologramy postaci z książki i filmu, w do złudzenia prawdziwie odtworzonych wnętrzach odgrywały swoje sceny. Chwilę później wpięto nas w jakieś dziwne poczwórne krzesło, sprawdzono dochowanie zasad bezpieczeństwa, poinformowano o bezwzględnym rygorze ich przestrzegania i pognaliśmy z niezwykłą prędkością w otchłań nieziemskiego świata! To był galop! W przestworzach, w powietrzu, pod sufitami komnat, za rozpędzonym Harry’m Potterem pędzącym przed nami na miotle! Po minucie przestałam nadążać gdzie góra, gdzie dół, czułam tylko że znowu przyśpieszam po to, aby za chwilę gwałtownie zahamować, strzelić fikołka i znaleźć się znowu w innym miejscu i innej przestrzeni… Nie wiem, jak to przeżyłam, ale nie było wyjścia, ba, po zakończeniu byłam zachwycona! Pomimo, że przez skołowanie i adrenalinę moje kolana były jak z gumy, a ciało jak ciężka klucha, uznałam to za jedną z fantastyczniejszych przygód w życiu!
Nie mam z tego doświadczenia żadnych zdjęć, bo używanie aparatów było zakazane. Ale byliśmy zachwyceni!
Posiadam jedynie kilka ujęć z miasteczka Harry’ego Pottera, uliczek i świata z bajki wokół zamku, zrobione przed wejściem do niego.









W Universal Studios spędziliśmy cały dzień. Przeżyliśmy sceny z filmu „Szczęki”, z powodzi, z ognia, z „Powrotu do przyszłości” i z wielu, wielu innych. Szkoda by było, aby wszystkie opisać odzierając z poczucia odkrywania tych, którzy tam się także wybiorą.
















W Los Angeles odwiedziliśmy także Muzeum Sztuki Nowoczesnej The Broad. Fantastyczne miejsce. To tutaj stoi najdroższy na świecie królik, sprzedany za 91 mln dolarów – rzeźba Jeffa Koons’a.

Ale nie tylko z powodu królika warto tutaj przyjść. Muzeum jest niesamowite, zbiory robią silne wrażenie, ekspresja form, kolorów, wielkości i dobór najbardziej uznanych na świecie artystów.











Bardzo blisko Muzeum Sztuki Nowoczesnej "The Broad" znajduje się słynny budynek zaprojektowany przez arch. Franka O.Gehry - Walt Disney Concert Hall.


Odwiedziliśmy także miejsca oczywiste, a w tej oczywistości jak to bywa – dość rozczarowujące – jak Hollywood Boulevard – chyba najbardziej znana ulica na świecie, jednak chodząc po której nie byłam pewna czy doświadczam ekskluzywności czy bardziej unurzania się w rynsztoku – niestety. Okropny fetor wszystkich możliwych wydalin ludzi bezdomnych, którzy zalegali wszędzie. Brud pokrywający intarsje gwiazd w marmurowym chodniku. Mieszanina uczuć pojawiająca się zawsze, kiedy człowiek jednocześnie dotyka dwóch skrajnych światów, biegunów, daleko od których toczy się normalne życie. Nie robiłam zdjęć ani tego chodnika, ani hollywoodzkich gwiazd marmurowych, ani ludzi, ani klejącego brudu, bo zamiast euforii ogarniało mnie przerażenie. Wyciągnęłam aparat dopiero, kiedy zbliżyliśmy się do sławetnego Dolby Theatre, bo tam było zdecydowanie czyściej.



Mikołaj odszukał gwiazdę należącą do Muhammada Ali, być może jedyna albo nieliczna, wbudowana w ścianę nie w podłogę. Historia z nią związana jest taka, że Muhammad nie wyobrażał sobie szargania zaszczytnego imienia jakie nosi przez ścieki, deptanie i brud. I zdecydowanie trafny to był osąd z jego strony.
Podjechaliśmy także pod słynne litery na wzgórzu Hollywood najbliżej jak się dało, czyli zachowaliśmy się jak pełnoprawni stuprocentowi turyści odhaczający oczywistości.


Przejechaliśmy się przez niedostępne Beverly Hills.

Spędziliśmy cudowny ostatni wieczór w Ameryce na bulwarze przy plaży Santa Monica. Pochłanialiśmy ostatnie steki i hamburgery i robiliśmy ostatnie zdjęcia zachodzącego słońca. Kolory nie miały sobie równych. Może właśnie takie barwy mają najlepsze wspomnienia kończących się wakacji :)









