
Smogen. Kolorowe hangary dla łódek, przesłodka marina i znowu klimat jak z baśni. Restauracje, sklepiki nieprzeładowane pamiątkami, dominuje tam jednak piękna przyroda.











Nad miastem góruje potężny szkier. To właśnie na niego wdrapaliśmy się z kocem aby przeżyć bardzo romantyczny zachód słońca w poczuciu zawieszenia na skale, z widokiem na wody cieśniny Skagerrak.







Zachód znowu był dość teoretyczny, słońce co prawda wpadło na chwilę za horyzont, ale ciemności nie zapadły. Lekki półmrok panował 2-3 godziny i zaczął się kolejny dzień. Powitaliśmy go na parkingu w Smogen, wciśniętym między skały szkierów.





Znowu dobrze znana refleksja – żal z powodu opuszczania przepięknego, zjawiskowego miejsca i jednocześnie ekscytacja tym, co potencjalnie zobaczymy za chwilę w dalszej części naszej kamperowej włóczęgi. Uwielbiam ten stan!

A zobaczyliśmy znowu wiele i zgarnialiśmy piękno garściami. Po przejechaniu iluś tam kilometrów dojechaliśmy na przedmieścia Goteborga, do bazy promowej, będącej punktem startowym do odwiedzenia Archipelag Gotebrskiego.