To absolutna perła Szwecji!

Archipelag Goteborski, a właściwie dwa – Archipelag Goteborski Północny oraz Archipelag Goteborski Południowy. Archipelag Północny charakteryzuje się łatwiejszym dostępem samochodem, w przeciwieństwie do Południowego, gdzie dzięki promom podróż staje się ciekawą przygodą i które słyną z malowniczości pejzażu.


Rozpoczęliśmy zatem wędrówkę promami po małych wysepkach. W każdą wpisane było mikrożycie. Małe wiejskie lub wakacyjne domki w przepięknych ogrodach wypełnionych kwiatami, z niewymuszoną naturalna kompozycją. Labirynt nieułożonych w żadną logikę uliczek, a czasami ich brak i wówczas chodzi się przestrzeniami międzydomowymi pokrytymi trawą i naturalną roślinnością. Jest kolorowo albo po prostu biało. Klimat estetycznie bardzo morski, niewyszukany, piękny i przyjazny.










Na jednej z wysp odnajdujemy jakąś restaurację. Zamawiamy fish’n’chips. Ucieka nam cenne pół godziny, za chwilę ruszamy dalej.


Znowu powolna włóczęga, ogrody, zdjęcia, domki, Skandynawia w pigułce. Malutkie porciki, wszystko jakby zabawkowe, niepoważne i na dotknięcie ręki. Można by usiąść, pozostać na dłużej i pisać baśnie. I od razu robić do nich piękne ilustracje.

W te małe przestrzenie wyspowe wpisane są także mikro mariny wypełnione niewielkimi łódkami. Wszak morze jest tutaj podstawowym kanałem transportu.


Na wyspach nie funkcjonuje komunikacja samochodowa, zatem do transportu rzeczy ciężkich służą taczki.


Wyspy można zwiedzić podczas jednodniowej wycieczki i to wystarczy na tyle, aby dobrze poczuć i zrozumieć ich klimat. Można też oczywiście tę przyjemność rozłożyć na raty i zaplanować sobie różne trasy na różne dni. Lub po prostu zakotwiczyć tu na wakacje lub na dłużej.

Na wyspy można dostać się z Goteborga komunikacją publiczną. Tramwaj dociera praktycznie bezpośrednio do przystani promowej. Tym właśnie tramwajem pomknęliśmy wieczorem w przeciwną stronę. Porzuciwszy naszego kampera na parkingu w okolicach nabrzeża, pojechaliśmy zwiedzić centrum Goteborga.
Będąc naładowana na świeżo wspomnieniami z archipelagu, miasto wydało mi się ociężałe, nudne i bez charakteru. Niczym szczególnym nie zapisało się w mojej pamięci.

Kolejnego dnia kontynuowaliśmy naszą podróż wzdłuż zachodniego wybrzeża Szwecji, przemieszczając się w kierunku południowym, czyli niejako powrotnym w stronę domu. Nie oznaczało to, że czas przygód i odkrywania nowego dobiegał końca, wręcz przeciwnie, przed nami ciągle było wiele do odwiedzenia i poznania.