

Dojeżdżamy do Parnawy (Parnu) w Estonii, sadowimy się w wygodnym miejscu przy marinie i porcie, przodem do wody. Po drugiej stronie rozległego kanału widać drugą część miejscowości. Historyczna część Parnawy, ta obok nas, jest malutka, ale naprawdę godna uwagi i pełna uroku.





Kończymy wieczór deską serów w pubie.

Kolejnego dnia zdobywamy Tallin.

Pogoda przepiękna, zachęca do długiego spaceru po centrum miasta.




Odwiedzamy restaurację bardzo tradycyjną, opartą na wiekowej kulturze kuchnią. W środku lekki średniowieczny półmrok, dopiero po chwili widać sprzęty, detale, naczynia. Zachwycamy się prostotą dań i głębią smaku. Zupa grzybowa fenomenalna! Miód pitny podany w wielkim kamionkowym kuflu. Drzwi wyjściowe otwierane za pomocą sznura z głębi Sali. Pies jednak nie chciał wychodzić. Był tam wszystkim oczarowany, przede wszystkim zapachami.

W godzinach popołudniowych skierowaliśmy się do przystani promowej. Kupiliśmy bilet i wjechaliśmy na pokład olbrzyma, który przerzucił nas na drugą stronę Zatoki Fińskiej, do Helsinek.
