Dotarliśmy zatem do Finlandii. Robiło się ciemno kiedy zjechaliśmy z promu na brzeg. Czasu i siły starczyło nam już tylko na poszukanie miłych okoliczności do spędzenia nocy. Oczywiście nad samą wodą, na małej skale, przy niewiele większej od małej skały kameralnej plaży.

Skała była typowa dla północy Europy, o czym przekonaliśmy się rano, lekko zielona, szkierowa, z bardzo łagodną kopułą. Z tego miejsca ścieżkami nadwodnymi można było przejść się po okolicy, zza wody zatoki wyłaniała się zachęcająco sylweta jednej z dzielnic Helsinek...

Było to dobre miejsce startowe do odwiedzenia hitowych miejsc Helsinek, a plan tego dnia mieliśmy bardzo ambitny. Co udało na się zboczyć? Po kolei:
Kościół Skalny Temppeliaukio. Niezwykly, zapamiętywalny, zagłębiony w ziemi, a właściwie zanurzony w skale. Z piękną architektoniczną grą świateł, rytmem ustalonym belkami dachu i jednocześnie klawiszami fortepianu. Snuła się muzyka, trwał koncert. Niewielka grupa melomanów była bardzo zasłuchana. Zawieszona w bezruchu w tym dostojnym jestestwie.






Byłam zachwycona zarówno architekturą jak i duchowością doznania artystycznego w takim miejscu. To moja druga wizyta w tym obiekcie, ale ta zapadła mi w pamięć o wiele bardziej. Może dlatego, że tym razem byłam tam razem z Jarkiem.
Zaprojektowany przez braci Timo i Tuomo Suomalainen, zbudowany w 1969 należy do najpopularniejszych obiektów architektonicznych Finlandii, nie tylko wśród budowli nowoczesnych ale i historycznych.
Biblioteka Oodi. Fantastyczny przykład dobrej współczesnej fińskiej architektury. Elewacja pokryta jest świerkowym drewnem, w organicznej formie można zatonąć, będąc pochłoniętym bogatą literaturą. Faluje dach, wzrok płynie ku górze a wraz z nim podziw dla dzieła architektów – ALA Architects.







W 2019 roku biblioteka Oodi otrzymała tytuł najlepszej biblioteki publicznej.



Sauna Loyly. Nad samym brzegiem morza, z zejściem do zimnych wód Bałtyku, drewniana, z tarasami, bardzo fińska w samym zakresie podejścia do funkcjonalności architektury i piękna nieprzegadanej rzeźby przestrzennej, czyli uniwersalne hasła dobrej architektury. Obiekt powstał według projektu pracowni Avanto Architects.


W tym momencie poczuliśmy lekkie znużenie. Znam doskonale ten stan. To ten wewnętrzny imperatyw, który pcha nas dalej.
Pojechaliśmy do Porvoo. Stare, małe, prześliczne miasto, słynące z dobrze zachowanej drewnianej architektury. Tworzy ona niezwykły klimat, zaciera się granica pomiędzy autentycznością a scenografią filmową. Porvoo jest baśniowe, wyraziste i takie naprawdę mocno drewniane. Wzrok przeskakiwał pomiędzy błękitnymi, żółtymi i bordowymi niskimi kamieniczkami. Sytuacja zachęcała, aby wejść do każdego sklepiku z lokalnymi wyrobami artystycznymi i ogólnym miszmaszem wszystkiego z zewsząd.

Potem, wychodząc ze starej części zabudowy przechodzi się przez niewielki most i to samo miasteczko oglądać można z drugiego brzegu rzeki.

Na godzinę wczesno wieczorną mieliśmy wykupiony bilet na prom na Alandy. W Porvoo uzupełniliśmy zapasy i pognaliśmy na zachód, przemieszczając się przez cały czas dość ładną trasą, blisko wybrzeża, w kierunku Turku, a nawet dalej, do przystani promowej w Kustavi. I to własnie z tego miejsca rozpoczynała się nasza fantastyczna Alandzka przygoda!