
Rugia to raj dla oka, wyciszający i uspokajający chłodnymi kolorami białych klifów i zabudowy… i gorącymi kolorami jesieni przez krótką chwilę w roku. Właśnie w takim czasie byliśmy tam tym razem. Była to już nasza trzecia wyprawa na Rugię i w jej okolice, a po niej nastąpiła jeszcze kolejna. Dlaczego? Bo nie sposób odmówić sobie przyjemności powrotów w tak piękne miejsce, tak dostępne i tak blisko Polski. No i nad ukochanym Bałtykiem.
Idealne miejsce aby przewietrzyć umysł, nabrać kilka mocnych głębszych wdechów, popędzić klifami na rowerze.
Sellin, Binz i Sassnitz. Trzy miejscowości – trzy perły nanizane na nić wijącego się białego wybrzeża. Koronkowa biała zabudowa kuracyjna, która teoretycznie jest także w innych miejscach, ale nigdzie nie jest tak czysta, tak przebogata i tak trzymająca najwyższy styl jak właśnie tam.

Molo w Sellin jest charakterystyczne. Na żywo jest materializacją świata magii, na zdjęciach wychodzi zawsze zbyt cukierkowo i trochę kiczowato. Ale naprawdę – tylko na fotografii. Zdjęcia nigdy nie przenoszą pełniejszego kontekstu. Tam, wśród eleganckich plażowych koszy, starych białych desek, poczucia zachwytu morzem który towarzyszył człowiekowi zawsze, tylko zawsze inaczej był opowiadany architekturą, jesteśmy otoczeni autentycznością zapisu w przestrzeni tego stuletniego kurortu, a nie przerysowaną teatralną scenografią jak by się mogło pozornie ze zdjęć wydawać.













Pobliskie Binz też ma molo, ale o wiele bardziej zwyczajne. Samo miasto ma jednak trochę większy rozmach, jeszcze więcej białej koronkowej architektury, amfiteatr, nadmorskie bulwary, architekturę kojarzoną z sopockim Grand Hotelem, kulturę, życie i większy zamęt.






Sassnitz jest najbardziej przemysłowe z tych trzech prześlicznych miejscowości, ale za to silnym przetwórstwem rybnym stoi. Zlokalizowana jest tam znana i dobra marka Rugen Fisch, a poczynione zakupy w przyzakładowym sklepie jak wielkie by nie były, zawsze potem okazują się zbyt znikome. Po prostu boskie ryby.


Cała Rugia to kulinarny szlak rybny, a moim ulubionym daniem jest prosty zestaw buły ze śledziem. Genialne połączenie, które tam smakuje tak fantastycznie!









Przewaga Sassnitz nad innymi miejscowościami jest taka, że właśnie to parę kroków stąd zaczyna się największa, moim zdaniem, atrakcja Rugii, jaką jest Park Narodowy Jasmund. Kwintesencja tego miejsca to obezwładniające piękno białych klifów opadających do Bałtyku, kruszejących z podmuchami każdego sztormu, podmywanych od spodu, z najpiękniejszą z pięknych zieloną ścieżką po ich szczycie. Spacer przez las, wśród potężnych dostojnych buków, które trwają tam i odradzają się od końca epoki lodowcowej, odsłaniają piękne kadry z widokami na klify w ich najwyższych miejscach – to coś, do czego uwielbiam powracać, co kocham, co czyni moje wspomnienia z tego miejsca tak pięknymi i wartościowymi. Skały kredowe narażone są na ciągłą erozję, a rosnące na nich drzewa i krzewy często porywane są przez morze, w którego przepaść spadają niestety czasami razem z nimi zupełnie bezbronni ludzie.




Las ten wpisany jest na listę światowego dziedzictwa Unesco. Tym miejscem rządzą siły natury, którym człowiek jest i musi być podporządkowany.
(... na koniec kilka kadrów jeszcze raz ...)