Powrót do domu z pięknych wakacji oznacza dla mnie zawsze popadanie w nostalgię jeszcze podczas samej podróży, tęsknię za tym, co już zdążyliśmy przed chwilą odwiedzić, ale jeszcze nie ugruntować w sobie, a z czym już trzeba było się rozstać. Żeby to dojmujące uczucie zminimalizować zawsze staramy się, aby podczas drogi powrotnej coś wartościowego jeszcze ciągle na nas gdzieś czekało. Tak było i tym razem. Jako, że ten wyjazd było naprawdę mocno naznaczony smakami i aromatami południa i winnic, w drodze powrotnej odwiedziliśmy jeszcze dwa duże ośrodki związane z produkcją wina. Burgundię i Alzację we Francji. Królestwo wina czerwonego oraz białego.
Podróż przez Burgundię ma dla mnie wymiar mocno sentymentalny. Pozwala mi wspomnieć szalone lata studiów, kiedy przyjeżdżałam tu na winobranie. Z tamtych czasów pozostał pewien rodzaj więzi: z miejscem, z własnymi wspomnieniami, z tamtą rodziną winiarzy, która udzielała gościny i dawała pracę. Zanurzanie się na 8 godzin dziennie w brudnej, klejącej robocie fizycznej, kiedy sok dojrzałych winogron spływał w słońcu strumieniami po całym ciele razem z potem i ból kręgosłupa wystawionego na pracę w jednostajnym nienaturalnym zgięciu dawały mi wówczas tak wielkie odbicie od realiów normalnego życia, jakie prowadziłam przez większą część roku, studiując w tym czasie architekturę na Politechnice Gdańskiej. Stamtąd, z Burgundii, spomiędzy alejek krzaków winorośli, bardzo doceniałam spokój normalnego czystego życia jakie wiodłam tu. Wydawało mi się wręcz sterylne.
Wszystko to wspominałam sobie, kiedy w godzinach wieczornych nasz kamper zajechał do miejscowości Nolay. Następnego dnia rano, w niedzielę, zapukaliśmy do bramy tamtej przemiłej rodziny. Spotkaliśmy się znowu, było mi bardzo miło znowu z nimi porozmawiać, uruchomić wspomnienia, pokaleczyć język mieszanką francuskiego i angielskiego, rozumianą przez obie strony w sposób adekwatny do jej ułomności :) Całą manufakturę winiarską, wielopokoleniowe dziedzictwo przejęła już w całości ich najmłodsza córka, a oni cieszyli się spokojem zasłużonej emerytury. Nic się nie zmienili, jak byśmy rozstali się wczoraj.




Potem odwiedziliśmy centrum tej bardzo małej mieściny – Nolay. Na głównym rynku, pod historycznym zadaszeniem odbywał się targ antyków i sentymentalnych gadżetów z przeszłości. Kupiłam tam świetną książkę architektoniczną, z odręcznymi rysunkami, o projektowaniu zabudowy winnic. W ten sposób jakoś wszystko połączyło mi się klamrą.




Przedmioty na targu były dość ciekawe. Jak to zwykle bywa w takiej sytuacji, perły, wśród morza nijakości.

Ostatnia kawa i znowu w trasę…

Przejechaliśmy przez kultowe winnice Burgundii, odwiedziliśmy historyczne i słynące z nalepszego wina Pommard.







Następny przystanek to Alzacja. Eguisheim. Nasze trzecie kamerowe odwiedziny w tej cudownej krainie – kolorowych domów szachulcowych, winnic, pysznego sera. Po prostu okazuje się, że to miejsce zawsze jest nam po drodze.

