Radosny początek smutnej zimy. Każda zima jest dla mnie z definicji smutna. Wystarczy wspomnieć mokry śnieg zacinający prosto w twarz, ostre porywy wiatru porywające torbę z laptopem, buty rozjeżdżające się po chodniku i wszystkie inne straszne rzeczy towarzyszące chodzeniu zimą do pracy. Sytuacja potrafi diametralnie odmienić się tylko w takich sytuacjach jak ta, zapakowany kamper, narty, kijki, pyszne jedzenie i my – dojeżdżający razem na alpejski płaskowyż.



Alpe di Siusi – ten region od lat mnie ciekawił, inspirował, rozbudzał wyobraźnię. Niewielki, ale bogaty, wysoki, fajny. Pełen śniegu nawet w nieśnieżne zimy. Słowem – klimatyczny.
Zaparkowaliśmy kampera na poziomie prawie 2200 m. Potem pokonaliśmy jeszcze kolejnych kilkadziesiąt metrów rozjeżdżającymi się po lodzie butami, aby móc spokojnie usiąść przy stole w restauracji. Mocne uderzenie Włoch od samego wejścia. Muzyka na żywo, Tyrolczyk pogrywający na pasterskich dzwonkach, kucharz kręcący pizzę parę metrów do stolika, proste stoły i krzesła, pełno ozdób świątecznych i pyszne wino.





W miejscu tym spędziliśmy tylko dwie noce, ponieważ zaplanowany program całego wyjazdu zimowego, kamperowego, znowu był bardzo bogaty w wydarzenia i bardzo różne miejsca.
Jednak ten krótki czas wystarczył, aby najeździć się na nartach i wywieźć wrażenie, że Alpe di Siusi to region narciarski jest pełen niezwykłego uroku.







Położony w sercu Dolomitów, górski płaskowyż, ze szczytami na wyciągnięcie ręki, zwany jest najwyżej położonym pastwiskiem Europy. Przez prawie 300 dni w roku możemy spodziewać się tutaj słonecznej pogody. Warunki narciarskie przeważnie są świetne – cały teren narciarski objęty jest nowoczesną infrastrukturą sztucznego zaśnieżania. Region ten uważany jest za jeden z najpiękniejszych ośrodków w Dolomitach pod względem krajobrazu. Nie jest olbrzymi, ale super połączony z Val Gardeną i Sella Rondą, co sprawia, że możliwości narciarskie są spore. To również miejsce ubóstwiane przez fotografów, polujących na bajkowe kadry o wschodzie słońca.







Na bajkowy płaskowyż prowadzi wąska serpentynowa droga, niedostępna dla samochodów pomiędzy 9.00 a 17.00. W tym czasie kursuje kolej gondolowa. My bezpiecznie wjechaliśmy po godz. 17.00, dlatego mogliśmy się cieszyć wspaniałym wysokogórskim wieczorem w cichych okolicznościach, z zamarłą infrastrukturą.
W ciągu dnia – narciarskie szaleństwo. Szybkie zjazdy, piękne kadry, bombardino i na szczęście nie aż tak ogromnie dużo ludzi.














