Kiedy pada, przemieszczasz się kamperem tam, gdzie masz szansę tego uniknąć. Kiedy leje jak z cebra w całym basenie Morza Adriatyckiego, wybierasz miejsce, gdzie opad jest najmniejszy. Tym właśnie się kierując odwiedziliśmy dwie prześliczne jak perły miejscowości, niewielkie, klimatyczne nawet zimą, i z bardzo małą ilością deszczu.
Grado i Muggia. Pozornie podobne, położone blisko siebie, rozdzielone jednak Zatoką Triesteńską, są nośnikami trochę innego charakteru. Grado staranne, eleganckie, ze zwartą zabudową i historycznym centrum, które oblewa prawie z czterech stron morze. Muggia bardziej swojska, rybacka, tutaj jak by morze wdarło się do ośrodka i odpływając pozostawiło małą kałużę wśród zabudowy. Mała morska historyczna marina a nad nią zawieszona potężna chmura gradowa, co spotęgowało zimowy efekt dramatyzmu.
Obie miejscowości są świetnym przystankiem na kilka godzin w drodze z południa Europy.
A więc najpierw Grado…











A teraz Muggia…

















Wraz z opuszczeniem Mugii, żegnaliśmy też Włochy. Przejechaliśmy do Słowenii, zapraszam do przeczytania następnego odcinka :)
Na koniec jeszcze raz kilka moich ulubionych kadrów :)