Przejdź do treści
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Budzik 7.00 piątek rano. To już dzisiaj - pierwsza w życiu wyprawa kamperem. Długo wyczekiwana, wymarzona wiele lat temu. Jeszcze tylko wyjazd do biura pozałatwiać ostatnie przed urlopem ważne sprawy no i w drogę. Grubsze pakowanie już mieliśmy za sobą, zostały nam ciuchy, jakieś gry planszowe i jedzenie – tak nam się wydawało :) Wstępny plan – wyjazd godzina 20. No, spodziewałam się jakiejś zwłoki, ale ostateczna godzina wyjazdu zawsze jest niespodzianką. Bądź co bądź nie jest łatwo zapakować do domu na kółkach 5-cioosobową rodzinę. Ostatecznie wsiedliśmy do naszego pachnącego nowością Kampusia o 21.45. Na początku drogi towarzyszyły mi niespokojne myśli: czy wszystko mamy? czy wszystkim będzie się podobało? czy podróż kamperem spełni moje oczekiwania? Nie dowiem się póki nie pojadę. Wkrótce pytania przestały zaprzątać moją głowę i oddałam się atmosferze przygody.

dolomity-86.jpg

Nie mieliśmy jakiegoś ściśle określonego planu – pierwszy cel to Dolomity, drugi Istria. A co się wydarzy po drodze - zobaczymy. W końcu podstawowymi zaletami podróży kamperem jest niezależność i spontaniczność. Pierwszy postój w Nowogardzie nad jeziorem, rano szybka kawa i dalej w drogę.

dolomity-87.jpg

Założyliśmy, że maksymalnie szybko chcemy się dostać do Cortiny d’Ampezzo, więc pojechaliśmy autostradą. Jeszcze jeden przystanek w uroczym miasteczku bawarskim Freystadt.

dolomity-88.jpg

dolomity-90.jpg

dolomity-89.jpg

Muszę przyznać, że pierwsze dwa dni życia kamerowego nie były łatwe – obijaliśmy się o siebie, ciągle czegoś szukaliśmy. Chociaż nasz kamper jest stosunkowo duży to jednak dla pięcioosobowej rodziny (w tym czworo dorosłych) to spore wyzwanie. Ale jak już się nauczyliśmy się gdzie, co i jak i współpraca zaczęła działać to było jak w szwajcarskim zegarku.

dolomity-85.jpg

Na pierwszy nocleg w Dolomitach wybraliśmy kemping 3km od Cortiny d’Ampezzo, w uroczym miejscu nad samą rzeką. A właściwie skąd pomysł na Dolomity? Góry kocham miłością od pierwszego wejrzenia. Zawsze najbardziej pociągały mnie też wysokie szczyty, w związku z tym z Arkiem przemierzaliśmy głównie tatrzańskie szlaki. Niestety dzieci nie podzielały naszej pasji, więc na długie lata odpuściliśmy urlopy w górach. Dolomitami zainteresowała mnie koleżanka, która z dziećmi jeździ w te rejony Alp od lat i wspina się po via ferratach, czyli żelaznych drogach. Zawsze wydawało mi się, że takie trasy są zarezerwowane dla dorosłych i to ze specjalnym przeszkoleniem wspinaczkowym. Okazało się, że via ferraty są szlakami o bardzo zróżnicowanym stopniu trudności, w skali od A do E. Znaleźliśmy trasy A, zrobiliśmy rozeznanie no i upewniliśmy, że 8-letnia Tosia też powinna dać sobie radę. Zaopatrzyliśmy się też w odpowiedni ekwipunek, czyli kaski, uprzęże i lonże. Nie jest to tani sprzęt, ale też nie kosztuje majątku. Część pożyczyliśmy od koleżanki, część udało się kupić w Decathlonie. Na tego typu trasy potrzebne są poza tym bardzo wygodne buty do turystyki górskiej. No i tak to było w tymi Dolomitami.

Kemping Olympia, na którym spędziliśmy pierwszą górską noc, oferuje pełną infrastrukturę niezbędną w kamperze. Na kempingu Olympia jest też sklepik, ale bardzo słabo zaopatrzony, więc raczej zalecam przyjazd z pełną lodówką.

dolomity-91.jpg

dolomity-92.jpg

Następnego dnia wybraliśmy się na trasę, o której wszędzie piszą, że to jak nasze Morskie Oko w Tatrach – czyli z listy miejsc, które obowiązkowo trzeba zobaczyć – Tre Cime. Do szlaku prowadzi prywatna, kręta droga, która kończy się parkingiem. Aby tam dojechać musieliśmy odczekać dobrze ponad godzinę w samochodowej kolejce.

Wjazd kosztował nas 40 euro, ale w tej cenie mogliśmy zostać na parkingu całą dobę.

dolomity-93.jpg

Wjechaliśmy na górę, zaparkowaliśmy i miło było patrzeć, jak olbrzymie wrażenie widoki zrobiły na moich dzieciach, które całą drogę siedziały z nosami w smartfonach. 18-letni Kuba tylko zastanawiał się, czy te góry są tak wyjątkowe czy po prostu musiał dorosnąć, żeby uwrażliwić się na piękno gór.

dolomity-94.jpg

Trasa dookoła masywu górskiego Tre Cime jest bardzo prosta, początek w zasadzie wiedzie piaszczystą drogą, później trzeba się trochę powspinać do przełęczy, ale cała trasa jest mało męcząca, łatwa i bardzo widowiskowa. Zaskoczyło nas, że tak niewielu turystów mijamy po drodze, porównując z tym, jakie tłumy w wakacje przemierzają szlaki w Tatrach. Pytanie, czy to wina coronavirusa czy mniejsza niż w Polsce popularność górskich wycieczek? Wróciliśmy wieczorem, ugotowaliśmy w kamperze pyszną włoską pastę, po czym z kubkiem kawy i piwem zaczęliśmy delektować się górskimi widokami w świetle zachodzącego słońca.

back to top